Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług i statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia (Opera, Firefox, Chrome, IE).

„Święci nigdy się nie starzeją”

On i ona

    Ludwik urodził się w Bordeaux 22 III 1823 r. Jako młodzieniec zapragnął wstąpić do klasztoru, poradzono mu jednak odczekać. Pogłębiał więc znajomość zawodu zegarmistrza-jubilera, wiodąc spokojne życie. Matka martwiła się trochę o jego przyszłość. W mieście zwróciła jej uwagę młoda kobieta: Zelia Guérin. Ludwik poznał ją, kiedy miał 34 lata.
    Zelia przyszła na świat 23 XII 1831 roku. Pragnęła poświęcić się Bogu, ale przełożona klasztoru oświadczyła jej, że nie ma powołania. Zajęła się więc pracą zawodową — prowadzeniem firmy krawieckiej i koronkarskiej. Pewnego dnia, przechodząc przez most w Alençon, zobaczyła Ludwika. Kiedy mijał ją, usłyszała wewnętrzny głos: „To jego przygotowałem dla ciebie”. Wkrótce młodzi poznali się i pobrali 13 VIII 1858 r. o północy, zgodnie z ówczesnym zwyczajem.

Rodzice

Oboje marzyli o życiu całkowicie poświęconym Bogu i przenikało ich pragnienie doskonałości. Sakrament, którego sobie udzielili, był dla nich rzeczywistością tak wzniosłą, że zdecydowali się żyć jak brat z siostrą. Po dziewięciu miesiącach spowiednik przekonał ich, że powinni odstąpić od tego zamiaru. W postawie wzajemnego szacunku połączonego z duchem modlitwy i pragnieniem ofiarowania Kościołowi nowych świętych dali życie dziewięciorgu dzieciom. Czworo z nich bardzo szybko odeszło do nieba. Pięć córek odpowiedziało na powołanie zakonne.

Małżonkowie

Zelia była kobietą energiczną i pełną humoru, a jednocześnie subtelną i uczuciową. Kiedy Ludwik musiał wyjechać, oczekując jego powrotu, pisała: „Jestem tak szczęśliwa na myśl, że wkrótce Cię zobaczę; nie mogę nawet pracować! Twoja żona, która kocha Cię bardziej niż swoje życie”. Swemu bratu zaś wyznała: „Mój mąż to święty człowiek, takiego męża życzyłabym każdej kobiecie”.
    Ludwik był nieco oszczędniejszy w słowach, ale również potrafił wyrazić tęsknotę za żoną. „Czas dłuży mi się — pisał — i nie mogę się doczekać, kiedy znajdę się blisko Ciebie”.

Krzyż

    Można się domyślić, jak wielkim bólem napełniały serca rodziców straty dzieci. W 1870 r. Zelia wyznała: „Z każdą kolejną żałobą mam wrażenie, że jeszcze bardziej kocham dziecko, które tracę”. Były też inne cierpienia, jak czuwanie Zelii przy chorym ojcu czy trudy dnia codziennego. „Nie wiem, gdzie włożyć ręce — pisała. — Jestem na nogach od 4.30 rano aż do jedenastej wieczorem”. A później przyszła choroba — nieubłagany rak. Cierpiąc, chciała odpowiedzieć w pełni na plan Boga: „Jeśli zechce mnie uzdrowić, będę szczęśliwa, gdyż w głębi serca chcę żyć; myśl, że muszę zostawić męża i dzieci jest gorzka. Z drugiej jednak strony mówię sobie: A może będzie dla nich bardziej pożyteczne moje odejście?”.
    Jej śmierć była dla rodziny ciosem. Sam Ludwik, po latach, umierał sparaliżowany i pozbawiony zmysłów, otoczony jednak troską i miłością swych córek zakonnic.

Rodzinne sanktuarium

    Ludwik i Zelia Martin postawili Boga na pierwszym miejscu w swoim życiu. Codziennie, niezależnie od pogody, uczestniczyli w Eucharystii o 5.30. Ich sklep jubilerski z zegarkami w niedziele był zawsze zamknięty, nawet za cenę utraty klientów. Nauczyli swe dzieci nie tylko miłości Boga, ale i bliźniego. „W Lisieux pierwszym sanktuarium terezjańskim nie jest Bazylika — stwierdził jej rektor o. Zambelli — ani nawet Karmel, lecz dom rodzinny Teresy, gdzie królował Bóg. Sanktuarium bowiem to miejsce, gdzie ludzie modlą się do Boga i kochają Go”.

 

Oprac. Dobromiła Salik, ks. Teodor Suchoń

(na podst. S. Monique-Marie de la Sainte Face, „Feu et Lumiere”, nr 11 i 12/1996)